|
Obserwując scenę polityczną Polski ostatnich lat, można dojść do wniosku, że jest to ciało wielobiegunowe, sprzeczne i kłócące się ze sobą. Analizy programów partii i ich stanowisk w sprawie wstąpienia w struktury Unii Europejskiej wykazują z kolei pełną zbieżność.
W każdym z programów zarówno entuzjastów, jak i sceptyków czytamy, że działalność polityczną należy traktować jako służbę Polsce i Narodowi Polskiemu, że Polska musi być suwerenna i mieć należyte miejsce w historycznej rodzinie narodów Europy, że Unia Europejska winna być silnym i solidarnym związkiem państw narodowych, a obecność Polski w UE ma służyć promocji polskich interesów. Nie można się doczytać natomiast, aby w którymkolwiek z programów zapisano, że wraz z rozszerzeniem Unii ma zmniejszać się rola Sejmu w nadzorowaniu polityki polskiej w Unii Europejskiej. Jednym słowem, silna Polska w silnej Europie i powoływanie się na słowa Jana Pawła II.
Hasła wyborcze do Parlamentu Europejskiego były podobne i nikt nie protestował przeciwko wołaniu: "Więcej dla Polski". Zastanówmy się, czy obecny rząd koalicyjny PO - PSL, mający te hasła na ustach, realizował je w dotychczasowej kadencji, czy też służyły mu one jedynie jako parawan w wyborach. Problem ten postaram się prześledzić na przykładzie dziedzin, którymi zajmowałem się jako minister środowiska.
Zasoby energetyczne kraju
Silna Polska to silna gospodarka narodowa wykorzystująca swoje walory. Jednym z nich są nasze zasoby energetyczne. Polska posiada ponad 14 miliardów ton węgla kamiennego. Na podobnym poziomie szacowane są zasoby węgla brunatnego. W stu procentach może uniezależniać nas to od dostaw zewnętrznych, a więc gwarantować rzeczywiste bezpieczeństwo energetyczne Polski na setki lat. Należy także wspomnieć o polskich zasobach energii odnawialnej w postaci złóż geotermalnych, których zasobność przewyższa 150 razy nasze potrzeby. W tej sytuacji węgiel i zasoby geotermalne winny być głównym punktem zainteresowania Polski jako bazy dla bezpieczeństwa energetycznego kraju.
Niestety, wraz z traktatem akcesyjnym rozpoczęto, a aktualnie poprzez pakiet klimatyczno-energetyczny obecny rząd skutecznie kontynuuje proces blokady polskich zasobów energetycznych. Polska, która dokonała z nawiązką redukcji emisji gazów cieplarnianych i zgodnie z Protokołem z Kioto posiada 100 milionów ton CO2 rocznej nadwyżki emisji, chcąc produkować energię elektryczną, ciepło, stal, cement, szkło i papier, musi dokupić limity emisji, i to od tych, którzy nie wywiązali się ze swoich zobowiązań, a więc od państw starej Piętnastki. Lekkomyślnie ignorując podpisane i ratyfikowane porozumienia Konwencji Klimatycznej i Protokołu z Kioto, z kraju o pełnym bezpieczeństwie energetycznym stajemy się krajem coraz bardziej uzależnionym od dostaw zewnętrznych. Rodzimy węgiel zastępujemy importowanym gazem, ropą i planowanym ostatnio importem technologii nuklearnych. Zasoby polskiej energii odnawialnej, możliwej do pozyskiwania z biomasy i geotermii, blokuje się bądź to traktatem akcesyjnym i pakietem klimatyczno-energetycznym, bądź też wewnętrznymi przepisami, promując obce technologie. Klasycznym przykładem jest tu wspieranie w kraju rozwoju drogiej energetyki wiatrowej, całkowicie opartej na obcych technologiach. Poprzez przepisy lub też ich brak daje się zielone światło dla importu wiatraków o wątpliwych walorach estetycznych i ustawiania ich w miejscach zagrażających i zdrowiu człowieka, i występowaniu chronionych zwierząt. Mamiąc właścicieli gruntów zyskami z dzierżawy, a samorządy zyskami z podatków, stwarza się warunki do przejmowania własności ziemskiej, pogarszania jakości życia mieszkańców i obniżania potencjalnej wartości produkcji rolnej. Nie liczy się tworzenie miejsc pracy w kraju. Nie liczy się polskie dziedzictwo kulturowo-przyrodnicze. Liczy się import często przestarzałych konstrukcji elektrowni wiatrowych, dający kolosalne zyski jednostkom kosztem każdego z nas, a więc kosztem państwa.
Natura 2000
Drugim polskim walorem są żywe zasoby środowiskowe. Dzięki polskiemu rolnikowi, leśnikowi, myśliwemu, wędkarzowi i wyśmienitej kadrze naukowej z zakresu ekologii teoretycznej i stosowanej tak użytkowaliśmy nasze zasoby przyrodnicze, że zachowaliśmy je w idealnym stanie. Korzystaliśmy z tych zasobów, służyły one człowiekowi i nie straciliśmy ani jednego z naszych rodzimych gatunków. Tym różnimy się od pozostałych państw starej Piętnastki UE, gdzie intensyfikacja rolnictwa (nawożenie mineralne, pestycydy, GMO), liberalizacja leśnictwa i nierozsądnie realizowany rozwój infrastruktury zaowocowały katastrofalnym stanem środowiska przyrodniczego, objawiającym się lawinowym zanikiem rodzimych gatunków roślin i zwierząt. Katastrofalny stan środowiska przyrodniczego starej Piętnastki zmusił ją do tworzenia sieci Natura 2000. Tam, gdzie cokolwiek pozostało, zaczęto wyznaczać obszary i klasyfikować gatunki według ich zagrożenia, wyróżniając te, które wymagają szczególnych form ochrony.
Polska to kraj z pełną gamą rodzimych gatunków roślin i zwierząt, a gatunki i siedliska uznawane w starej Piętnastce za wymagające specjalnej ochrony są w naszym kraju często wręcz bardzo pospolite. Przy odrobinie wiedzy i zdrowego rozsądku wyznaczenie w Polsce obszarów Natura 2000 nie powinno napotykać na żadne trudności. Mogliśmy je wyznaczać tam, gdzie zapewniałoby to cele sieci Natury 2000 i nie powodowało konfliktów gospodarczych. Obecny rząd nie wykorzystuje tej szansy i wyznacza obszary Natury 2000 tak, aby nie spożytkować należnych nam funduszy unijnych, i tym samym blokuje rozwój gospodarczy kraju w ciągu najbliższych kilku lat. Dobrze jest to widoczne przy infrastrukturze liniowej. Implementacja do sieci Natura 2000, preferowanej przez niektóre organizacje ekologiczne, tak zwanej "Shadow List" to tworzenie pełnych podstaw ku temu, aby nie powstał ani kilometr dróg i autostrad tam, gdzie nie będzie to zgodne z koncepcją polityki transportowej Komisji Europejskiej. Rzutuje to istotnie na wielkość absorpcji środków unijnych w ramach programu operacyjnego "Infrastruktura i Środowisko". Dzieje się tak dlatego, że pieniądze w tym programie są już podzielone na konkretne zadania, z których część, z uwagi na zaproponowane tam przez rząd PO - PSL obszary Natura 2000 i wynikające z tego skutki prawne, nie ma już szans być zrealizowana. Okazuje się, że obecnego rządu nic nie nauczył skandal wokół Rospudy. Komisja Europejska, nadinterpretując jedynie zapisy prawne Natury 2000, doprowadziła do tego, że obecny rząd wstrzymał tę ważną dla Polski inwestycję. Udowodniono w ten sposób, że nie liczy się ani człowiek, ani przyroda, ani prawo, ani rozwój gospodarczy. Liczy się jedynie stanowisko bliżej nieokreślonych grup nacisku realizujących koncepcje blokady rozwoju infrastruktury drogowej północ - południe. Wyznaczaniem obszarów Natura 2000 obecny rząd wspiera tę koncepcję, uzbrajając jej zwolenników w potężny oręż prawny.
Polska wieś
Trzecim wielkim walorem Polski jest wieś. To dzięki rolnikowi niezniszczone biologicznie polskie gleby są gotowe do tego, aby produkować żywność o najwyższej jakości. Znakomita jakość rodzimej żywności jest szansą dla polskiej wsi, powinna być aktywnie promowana na rynkach międzynarodowych. Traktat akcesyjny nie zabrania przecież żądać wielokrotnie wyższej ceny za miód pochodzący z czystych polskich pól czy też tutejszych parków narodowych od cen za miód pochodzący z genetycznie modyfikowanego rzepaku rosnącego na rozległych, totalnie zniszczonych biologicznie polach wielu państw starej Piętnastki. Obecny rząd nie wykorzystuje tej szansy i wręcz z uporem maniaka za wszelką cenę chce doprowadzić do tego, aby Polskę uznać za kraj produkujący żywność niskiej jakości. To temu sprzyja trudna do pojęcia niemoc obecnego rządu w sprawie kontroli nielegalnie sprowadzanych nasion GMO i zgoda na import genetycznie modyfikowanej soi jako paszy dla zwierząt. Nie leży to w interesie polskiego rolnika. Leży w interesie wielkich firm i intensywnego rolnictwa starej Piętnastki starających się pozbyć konkurenta i pokazać Polskę jako kraj zanieczyszczony GMO, a więc nieposiadający możliwości produkcji zdrowej żywności.
Genetycznie modyfikowane organizmy były, zgodnie z programem PiS, pod szczególnym nadzorem ówczesnych ministrów środowiska i rolnictwa. Obaj szefowie resortów nie byli za to specjalnie chwaleni, a w momencie przejęcia władzy przez koalicję PO - PSL powrócono szybko do zmiany stanowiska i natychmiast przywrócono soję genetycznie modyfikowaną jako paszę. Miało to zapewnić opłacalność produkcji zwierzęcej, mimo że w wielu miejscach świata niemodyfikowane genetycznie pasze są tańsze. Po uzyskaniu zgody na import genetycznie modyfikowanej soi nikogo już nie interesowało, dlaczego po wydaniu tej zgody natychmiast wzrósł import mięsa wieprzowego ze starej Piętnastki, dlaczego kwitną w Polsce wielkie fermy produkcji mięsa z udziałem kapitału obcego, dlaczego w końcu polskie masarnie, chcąc się utrzymać na rynku, muszą importować mięso właśnie ze starej Piętnastki. Cel został osiągnięty. Nie można mówić, że Polska jest wolna od GMO.
Silna Polska w silnej Europie
Bezpieczeństwo energetyczne, rozwój infrastruktury i wykorzystanie funduszy unijnych, a szczególnie polska wieś to fundament silnej Polski w silnej Europie. Przedstawione powyżej fakty wydają się wskazywać, że koalicja rządowa PO - PSL, mając na ustach hasło silnej Polski w silnej Europie, nie przywiązuje do tego specjalnej wagi. To z tego powodu prawdopodobnie nie ma ochoty na ocenę traktatu akcesyjnego, mimo że dokumentem tym rozpoczęliśmy szybki proces zmniejszania bezpieczeństwa energetycznego państwa. Nie ma ochoty, mimo że po wejściu Polski w struktury UE proces korzystnych zmian w zakresie inwestycji proekologicznych uległ poważnemu spowolnieniu. Nie jest to dostrzegane przez obecny rząd, mimo że za niewypełnienie zobowiązań traktatu akcesyjnego w zakresie środowiska grożą nam wielkie kary. Słysząc o ogromnych sumach, jakie nasz kraj dostaje z funduszy unijnych, nie mówi się nic o tym, ile Polska wpłaca do budżetu UE, mimo że bilans ostatniego roku, zgodnie z dostarczonymi danymi przez ministra Jacka Rostowskiego, wydaje się ujemny. W świetle kryzysu światowego Polskę pokazuje się jako kraj w najmniejszym stopniu dotknięty kryzysem. Może to cieszyć, ale nasuwa się pytanie, jak by wyglądał kryzys w naszym państwie, gdybyśmy pozostawali poza UE, i jak wyglądałby kryzys w państwach starej Piętnastki, gdyby nie wchłonięto między innymi Polski. Czy blokowano by polski węgiel i polską geotermię, czy budowalibyśmy infrastrukturę drogową niezgodnie z naszymi potrzebami, czy importowalibyśmy wiatraki i czy wciskano by nam genetycznie modyfikowane organizmy? Dlaczego nie pokazuje się kryzysu Polski na tle kryzysu w Norwegii i Szwajcarii, a więc państw spoza UE? Wydaje się, że powyższe pytania, podobnie jak wymienione wcześniej ważne dziedziny dla silnej gospodarki Polski, nie budzą specjalnego zainteresowania koalicji rządzącej. Ważne dla niej są laptopy, miejsca w samolocie, sondaże, krótko mówiąc - igrzyska organizowane jedynie po to, aby jak najdłużej sprawować władzę. Polska w silnej Europie jest więc sloganem zapewniającym jedynie sukces wyborczy PO - PSL. Głównym, choć skrytym celem rządzącej koalicji, wydaje się tu budowa jednego, silnego, ponadnarodowego państwa, gdzie narody pełnią rolę podrzędną. To dlatego rujnuje się polskie bezpieczeństwo energetyczne, manipuluje Naturą 2000 dla blokady rozwoju infrastruktury i niszczy polską wieś poprzez wprowadzanie GMO. To dlatego, w końcu, koalicja PO - PSL jest takim wielkim orędownikiem podpisania traktatu lizbońskiego, przedstawiając go do głosowania w Sejmie 1 kwietnia 2008 roku nie tylko bez dyskusji, ale nawet bez tekstu.
Piszę te słowa nie jako eurosceptyk, ale jako ten, który zna, jaką wartość przedstawia dla jednoczącej się Europy nasz kraj, i wie, że wtedy będzie silna Europa, gdy silna w niej będzie Polska. Kluczem tej siły są takie nasze atuty, jak przebogate zasoby energetyczne, wyśmienity stan środowiska przyrodniczego i polska wieś. Piszę te słowa, gdyż obserwuję innych członków UE. Obowiązująca tam strategia to hasła wspólnej Europy z realizacją silnej gospodarki na szczeblu krajowym i dbałość o krajowe interesy gospodarcze.
Prof. dr hab. Jan Szyszko - poseł na Sejm RP (PiS). Kierownik Samodzielnej Pracowni Oceny i Wyceny Zasobów Przyrodniczych SGGW. Prezes Stowarzyszenia na rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski. Minister ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa w rządzie AWS - UW. Minister środowiska w rządzie PiS.
Artykuł został opublikowany w Naszym Dzienniku nr 165 (3486) w czwartek, 16 lipca 2009
|