|
Dnia 26 marca ukazał się w dzienniku "Polska" artykuł dwojga dziennikarzy pt. "Polska wpuszczona w kanał, czyli jak PiS chronił Bałtyk". Czytamy w nim cytuję: "Dzień przed zaprzysiężeniem rządu Donalda Tuska kierowane przez Jana Szyszkę Ministerstwo Środowiska zgodziło się na niekorzystne dla Polski ustalenia, z których nasz kraj nie będzie w stanie się wywiązać. Chodzi o zmniejszenie ilości nieczystości wpływających z naszych rzek do Bałtyku - w ciągu 13 lat musielibyśmy ograniczyć ilość fosforu o 8.7 tys. ton i azotu o 62.4 tys. ton" i dalej "Aby wypełnić to zobowiązanie, musielibyśmy wydać nawet 25 mld zł, głównie na budowę i modernizację oczyszczalni ścieków. Tymczasem w tegorocznym budżecie państwa na ochronę środowiska zapisano ledwie 555 mln i .... może się okazać, że z tego powodu Polaków nie będzie stać na płacenie 100-150 zł miesięcznie za odprowadzanie ścieków" W dalszej części artykułu czytamy również, że "były minister środowiska Jan Szyszko.... umywa ręce i nie wie o jaki ograniczenia chodzi" a "niejasności i międzynarodowego blamażu łatwo można by uniknąć, gdyby poprzednie kierownictwo resortu środowiska przystało na propozycje polskich negocjatorów, by ustalenie w sprawie redukcji bałtyckich zanieczyszczeń zawarł już nowy rząd"
Powyższe słowa nie budziły by mojego zdziwienia gdyby nie to, że Autorzy artykułu mimo, iż zwrócili się do mnie z pytaniami w Wielki Czwartek, otrzymali je we wtorek rano a więc znali je przed opublikowaniem swojego tekstu. Oto pytania Autorów i treść udzielonych moich odpowiedzi:
1. Na jakiej podstawie Polska zobowiązała się do ograniczenia zrzutu fosforu i azotu do Bałtyku na konferencji krajów nadbałtyckich w dniach 14-15 listopada 2007 roku?
Odpowiedź:Niezwykle interesujące pytanie. Uprzejmie proszę o przesłanie materiałów źródłowych.
Zrzut fosforu i azotu do Bałtyku należy ograniczać i to było i mam nadzieję jest, stanowisko Polski. Pamiętam i zawsze podnosiłem to na różnego rodzaju konferencjach, że przed konkretnymi zobowiązaniami należy, wśród państw sygnatariuszy, ujednolicić metody pomiaru i doprowadzić w statystykach, do podawania wielkości odprowadzanych zrzucanych jednostek do Bałtyku, w przeliczeniu na głowę mieszkańca czy też 1 ha zlewni. Byłem również zwolennikiem maksymalnego ograniczenia zrzucanego ładunku fosforu i azotu, ale z uwzględnieniem rehabilitacji gleb rolnych. Mówiąc prosto chodziło o włączenie do bilansu odprowadzanego fosforu i azotu do Bałtyku, także fosforu i azotu z nawożonych gleb rolnych tej zlewni. Takie stanowisko reprezentowałem nie zmiennie przed konferencją HELCOM w Polsce, podczas oficjalnej i nieoficjalnej wizyty ministra Szwecji w Warszawie (głównego orędownika szybkiego zmniejszenia zrzutu fosforu do Bałtyku) i mam nadzieję, że takie stanowisko reprezentowała Polska w dyskusjach w Krakowie. W tym miejscu mam propozycje dla dziennika "Polska", podobnie jak dla ministra Środowiska Szwecji, aby włączył się w akcje utworzenia monitoringu gleb rolnych w Europie. W pierwszym rzędzie monitoring ten winien być podjęty przez wszystkie kraje zlewni Bałtyku gdzie zawartość fosforu i azotu w glebach rolnych winna być rozpatrywana na tle dynamiki mineralnego nawożenia tych gleb w całej zlewni ( w przeliczeniu na 1 ha), w ciągu co najmniej ostatnich 40 lat.
2. Kto wyliczył, że w ciągu trzynastu lat Polska ograniczy zrzut fosforu o 8.7 tys. ton i azotu o 62.4 tys. ton do Bałtyku?
Odpowiedź:
Również niezwykle interesujące pytanie i uprzejmie proszę o podanie źródła skąd to Państwo wiecie i jak ta osoba (instytucja) i na bazie jakiej metodyki, wyliczyła to w odniesieniu do innych państw zlewni Bałtyku. Jest to interesujące, szczególnie w świetle pytania nr. 1 i mojej odpowiedzi na pytanie nr. 1.
3. Dlaczego Polska się na to zgodziła na dzień przed zaprzysiężeniem nowego rządu? I dlaczego nie zgodził się Pan na styczniowy termin konferencji, który proponował Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej?
Odpowiedź:
Jak wyżej. Bardzo proszę o podanie dokumentu (materiału źródłowego) i wyjaśnienie co to ma, czy też może ewentualnie mieć, wspólnego z powołaniem nowego rządu. Konkretny termin Ministerialnej Konferencji HEELCOM w Krakowie został ustalony, jak przypuszczam, przynajmniej rok wcześniej a Konwencja HELCOM, której Polska jest założycielem (1974 rok) trwa wiele lat. W tym czasie nastąpiło wiele zmian różnych rządów spośród sygnatariuszy Konwencji i nie przypominam sobie aby jakiekolwiek terminy spotkań tej organizacji były zmieniane ze tego względu.
Druga część pytania jest całkowicie niezrozumiała a moje pytanie brzmi skąd Państwo macie takie informacje ? Pragnę w tym miejscu podkreślić, że przygotowanie konferencji trwa długo, chociażby ze względu na konieczność zarezerwowania hoteli, sali kongresowej i czasu oficjalnych przedstawicieli (Ministrów). Pragnę także zaznaczyć, że Konferencja HELCOM w Krakowie była wpisana, podobnie jak inne spotkania międzynarodowe, w scenariusz realizacji polityki ekologicznej Polski, której zwieńczeniem miała być 14-sta Konferencja Stron Konwencji Klimatycznej ONZ w Poznaniu (grudzień 2008). Jednym z takich etapów była także Piąta Ministerialna Konferencja Ochrony Lasów w Europie na temat "Lasy dla jakości życia" (5-7 listopada 2007), w której uczestniczyły osoby odpowiedzialne za lasy (ministrowie) z 47 państw nie tylko Europy ale i świata (zał.). Wtedy powstały dwie rezolucje "Lasy, Drewno i Energia" oraz "Lasy i woda" do zaprezentowania na 13 Konferencji Stron Konwencji Klimatycznej na Bali (Indonezja 2007) a następnie na 14 Konferencji Stron w Poznaniu (2008). Mimo, iż Ministerialna Konferencja w Warszawie była wielkim sukcesem Polski i polskiego leśnictwa, mimo iż konferencje otwierał Prezydent, mimo iż były zorganizowane konferencje prasowe, na które zaproszeni byli dziennikarze najbardziej znanych dzienników, media w następnych dniach nie zauważyły tego wydarzenia. Jak wyglądały pierwsze strony czasopism w tym czasie można zobaczyć w archiwum, o co Państwa proszę. Abyście Państwo zdali sobie sprawę jak skomplikowany jest proces przygotowania konferencji międzynarodowej przesyłam w załączeniu opublikowane sprawozdanie, wierząc, że być może dziennik "Polska" zamieści chociażby krótkie sprawozdanie z tej imprezy z zaznaczeniem, że była to jedna z największych ministerialnych konferencji w Polsce w ostatnich latach a Polska była i mam nadzieje będzie krajem sukcesu w zakresie kreowania polityki ekologicznej na świecie.
4. Czy upoważnił Pan pana ministra Mariusza Oriona Jędryska do zawarcia tego porozumienia?
Odpowiedź:
Nie wiem o jakie porozumienie Państwu chodzi. Wszelkie dokumenty znajdują się w ministerstwie środowiska i tam można wszystko sprawdzić. Po otrzymaniu od Państwa pytań kontaktowałem się z Panem Prof. dr hab. Mariuszem Orionem Jędryskiem. Poinformował mnie On, iż nie przypomina sobie aby podpisywał cokolwiek w trakcie trwania Konferencji HELCOM w Krakowie.
5.Na ile oszacowano w ministerstwie środowiska koszty tego zobowiązania, gdy Pan nim kierował ?
Odpowiedź:
Proszę o sprecyzowanie pytania. Nie wiem jakie zobowiązania macie Państwo na myśli. Wszelkie koszty szacuje się w oparciu o konkretne dane. Jestem przekonany, że po jasnym sprecyzowaniu pytania konkretną odpowiedź można uzyskać w ministerstwie środowiska.
Kończąc uprzejmie informuje, że nie mogłem Państwu udzielić odpowiedzi do poniedziałku, tj. 24 marca 2008, gdyż pismo od Państwa moje biuro poselskie otrzymało w Wielki Czwartek (20.03.2008, godz. 18.27) a jak poinformowała Państwa pracowniczka mojego biura, do Wielkiego Poniedziałku (24.03.2008) obchodzone są w kraju Święta Wielkiej Nocy, jedne z największych Świąt kościelnych w Polsce.
Z wyrazami szacunku,
Jan Szyszko
Zamieszczony tekst w dzienniku "Polska" (26.03.2008), na tle zadanych pytań i udzielonych moich odpowiedzi, może sugerować, że celem artykułu było nie tyle wyjaśnienie sprawy, co wprowadzenie w błąd opinii publicznej. O ile założenie jest słuszne, chodziło by o udowodnienie tezy, że dziennik "Polska" dba o interes Polski i narodu a były minister, z niewiadomych nikomu powodów, chce doprowadzić do tego aby każdy Polak musiał płacić od 100 do 150 zł miesięcznie. Mam jednak nadzieję, że się mylę, a treść zamieszczonego tekstu wynika z niekompetencji a nie cynicznego działania. O indolencji wydają się świadczyć liczne fakty.
Autorzy mówią, że aby dokonać tak dużej redukcji zrzutu fosforu i azotu do Bałtyku należało by wydać w Polsce w ciągu 13 lat 25 mld. zł podczas gdy w budżecie mamy zaledwie 555 mln zł. Z tej zbitki informacyjnej można by więc szybko wyliczyć, że rocznie należałoby inwestować około 2 mld zł a budżet, o ile byśmy go w całości przekazali na ten cel, partycypował by w 25%. Pragnę w tym miejscu poinformować, iż te dwie liczby (25 mld i 555 mln) mało mają wspólnego ze sobą. Ze względów edukacyjnych, Autorom artykułu pragnę przypomnieć parę danych, które myślę, że każdy w Polsce zna, a jak nie zna, to winien wiedzieć. Otóż od przełomu lat 80 i 90-tych rozpoczęliśmy proces przebudowy państwa orientując go na gospodarkę rynkową oraz przyjmując w roku 1991 przez Sejm RP, politykę ekologiczną państwa. Przynajmniej do końca roku 2000 realizowaliśmy ją konsekwentnie, bez względu na to jaka opcja polityczna była przy władzy. Wymiernym efektem tego były inwestycje proekologiczne. Kształtowały się one w końcu lat 9O-tych, na poziomie 2.1. mld, euro rocznie. Stanowiło to ponad 8% wszelkich nakładów inwestycyjnych i ponad 1.7% PKB brutto to inwestycje proekologiczne. W budowie było ponad 1300 oczyszczalni ścieków a 400 rocznie oddawano do użytkowania. Interesująco wyglądała struktura nakładów na inwestycje. Budżet państwa partycypował na poziomie 2-4%. W przybliżeniu tyle samo wynosiły zagraniczne środki pomocowe. Pozostałą część stanowiły głównie środki własne, fundusze ekologiczne i kredyty. Zarówno wielkość wydawanych środków, jak i ich struktura, plasowała nas w czołówce państw wysokorozwiniętych. Ponosiliśmy od lat wielki wysiłek, procentowo większy niż w większości rozwiniętych państw świata. Były tego efekty. W stosunku do roku 1990, na koniec lat 90-tych obniżyliśmy emisję pyłów do atmosfery o 57%, emisje związków siarki o 48% i związków azotu o 27%. Ilość ścieków odprowadzanych do rzek bez oczyszczania spadła o 70%. Emisja dwutlenku węgla zmniejszyła się w roku 1998 do poziomu 338 ml ton, wynosząc w końcu lat 80-tych ponad 477 mln.
Bezstronnie mówiąc był to ogromny postęp i nie wynikał on z zapaści gospodarczej gdyż wzrost PKB brutto był w tym czasie ewidentny. Był to sukces gospodarczy wysoko oceniany na świecie. Według danych OECD z roku 1996, dotyczących emisji dwutlenku węgla z wykorzystania energii, wśród najwyżej rozwiniętych państw świata obniżki emisji w stosunku do roku bazowego i to w zdecydowanie mniejszej proporcji niż Polska, dokonały jedynie Niemcy, Czechy, Węgry i Wielka Brytania
Według prognoz, koniec lat 90-tych to konieczność wydania na inwestycje proekologiczne około 100-120 mld zł do roku 2010, celem osiągnięcia ówczesnych standardów UE.. Jak wyglądają nasze prognozy w chwili obecnej. Początek obecnego wieku a więc okres zachłyśnięcia się obiecywanymi pieniędzmi z UE, to istotny spadek nakładów na inwestycje proekologiczne. Z poziomu 10 mld zł (1.7% PKB) w roku 1999 doszliśmy do około 6.0 mld (0.6% PKB) w roku 2005 z prognozą konieczności wydania 170 mld do roku 2015. Brakuje więc nam, dla osiągnięcia wynegocjowanych wskaźników środowiskowych, zdecydowanie więcej w chwili obecnej niż w roku 1999. Podkreślam, dane te podaję w celach edukacyjnych dla Autorów artykułu w dzienniku Polska tylko i wyłącznie z tego powodu, że jestem święcie przekonany, że Autorzy artykułu kierują się troską o Polskę i Polaków. Nie wieżę bowiem, aby Autorzy chcieli zakamuflować informacje, że po wstąpieniu do UE i otrzymywaniu pomocy nastąpiła, zapaść w inwestycjach proeklogicznych. Nie wierzę, że celową zapaścią tą chcieli obarczyć ministra z PiS. Również ze względów edukacyjnych pragnę poinformować także Autorów artykułu, że Polska liczy około 38.5 mln mieszkańców. Gdyby, jak przewidują autorzy, każdy z Polaków, na wskutek "karygodnej" decyzji ministerstwa środowiska, kierowanego przez ministra z PiS, zapłacił od 100 do 150 zł miesięcznie to rocznie zapłacili by oni (38.5 mln mieszkańców x 12 miesięcy x od 100 do150 zł miesięcznie) od 46.2 do 69.3 mld zł. W czym więc problem. Tylko w ciągu jednego roku, uzyskano by sumy znacznie większe od przewidywanych 25 mld zł i wielka nawiązką można by rozwiązać problem fosforu i azotu, nie tylko w Polsce ale i w całej zlewni Bałtyku. Proponuję w tym miejscu Autorom aby, w ramach współdziałania w imię dobra Polski, zgłosili swoją wizję w formie propozycji do wszystkich państw, sygnartariuszy Helcomu, zobowiązując się sami, do pierwszych wpłat.
Jest jeszcze jeden element, nad którym warto się zastanowić. Otóż równo rok temu, w dzienniku "Dziennik", Polska i polski minister środowiska atakowany był za to, że Polska jest głównym trucicielem Bałtyku, nie przywiązuje wagi do redukcji fosforu i o dziwo przytaczano tu podobne liczby ładunku fosforu i azotu. Czynione przez ministerstwo środowiska próby sprostowania wskazujące, że szacunki są złe i należy je przeliczyć na głowę mieszkańca lub też 1 ha zlewni nie odnosiły żadnego skutku. Rok temu Polska była więc krytykowana za to, że truje Bałtyk a teraz za to samo, że chce go oczyścić. Kończąc, mam propozycje do autorów, aby doprowadzili do śledztwa dziennikarskiego i spróbowali wyjaśnić czym jest spowodowana zmiana stanowiska i obecna krytyka. Być może interesującym dla Autorów z dziennika "Polska" będzie informacja że ubiegłoroczna krytyka w dzienniku "Dziennik" zbieżna była z protestem Polski przeciwko budowie gazociągu po dnie morza bałtyckiego. Polska zaczęła bowiem domagać się wtedy oceny oddziaływania wspomnianej poprzednio inwestycji na środowisko, również pod kątem możliwości uruchomienia zdeponowanych związków fosforu i azotu na dnie morza. W ramach rozpoznania, proponuję również aby Autorzy artykułu z dziennika "Polska" zasugerowali bardzo prostą metodę zmniejszenia zrzutu fosforu i azotu do Bałtyku, poprzez próbę zakazu produkcji w Polsce detergentów na bazie fosforu, podobnie jak stało się to na terenie niektórych państw starej piętnastki. Wydaje mi się, że koszty by były zdecydowanie niższe niż stosowanie najnowszych technologii oczyszczania ścieków.
Proponuję również, aby dziennik "Polska", włączył się także w akcje utworzenia monitoringu gleb rolnych państw morza bałtyckiego pod względem zanieczyszczenia ich fosforem i azotem na tle dynamiki mineralnego nawożenia tych gleb w całej zlewni ( w przeliczeniu na 1 ha), w ciągu co najmniej ostatnich 40 lat wraz z planem rehabilitacji tych gleb w przyszlości..
Z wyrazami szacunku, Jan Szyszko
|