|
14. Konferencja Stron Konwencji Klimatycznej ONZ organizowana przez Polskę w grudniu br. w Poznaniu, informacje o przyznaniu Nagrody Nobla dla byłego wiceprezydenta USA Ala Gore'a, a szczególnie wzrost cen energii w kraju spowodowały zainteresowanie środków masowego przekazu w Polsce problemem "ocieplania się klimatu". Od kilkunastu lat elektryzuje on polityków i działaczy gospodarczych wszystkich najbogatszych państw świata.
Wśród naukowców spotkać można zarówno zwolenników, jak i przeciwników teorii efektu cieplarnianego. Zwolennicy twierdzą, że wzrost koncentracji CO2 w atmosferze, będący efektem spalania i użytkowania ziemi, np. wylesiania, wywołuje efekt ocieplenia, który pociąga za sobą niekorzystne zmiany klimatyczne. Z kolei przeciwnicy uważają, iż zmiany klimatyczne na Ziemi występowały zawsze w postaci okresów ocieplenia i oziębienia, niezależnie od stopnia zaawansowania gospodarczej działalności człowieka.
To z powodu cytowanych powyżej opinii jako minister ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa w rządzie AWS - UW nie pojechałem w 1997 r. na 3. Konferencję Stron Konwencji Klimatycznej do Kioto w Japonii (COP 3). Jednak sprawozdanie z pobytu delegacji ministerstwa i przywieziony przez nich wynegocjowany dokument wzbudziły moje duże zainteresowanie. Już w 1998 r. przewodniczyłem polskiej delegacji na 4. Konferencji Stron Konwencji Klimatycznej w Buenos Aires w Argentynie (COP 4). Obecne były tam delegacje z prawie 200 państw, składające się z najwyższej klasy ekspertów z zakresu prawa, energetyki i bankowości. Przewodniczyli im prezydenci, premierzy i ministrowie. W konferencji uczestniczył cały najbogatszy biznes energetyczny świata. Akredytowanych było kilkuset dziennikarzy, a transmisje prowadziło kilkadziesiąt stacji telewizyjnych. Ocena była jednoznaczna: nie jest ważne, kto ma rację odnośnie do roli człowieka w zmianach klimatu. Ważne było to, że wolą polityczną większości rządów i parlamentów świata została wprowadzona w życie Ramowa Konwencja ONZ, zwana Konwencją Klimatyczną, i rozpoczęty został proces wprowadzania w życie załącznika do tej konwencji, jakim jest protokół z Kioto. Celem tych międzynarodowych porozumień miało być ustabilizowanie i redukcja koncentracji gazów cieplarnianych, głównie CO2, w atmosferze.
Mamy tu do czynienia z problemem wybitnie gospodarczym, który może być rozwiązany na drodze nowych technologii, nowych źródeł energii, racjonalnego jej użytkowania oraz regeneracji (rehabilitacji) żywych systemów przyrodniczych takich jak lasy. Problem ten jest jednocześnie niezwykle skomplikowany, a jego rozwiązanie dotyczy wszystkich państw świata i może być źródłem prób uzależniania gospodarczego jednych państw od drugich.
Polska głównym negocjatorem protokołu z Kioto
W latach 90. wśród państw wysoko rozwiniętych największą ilość gazów cieplarnianych emitowały USA (36 proc.), a Polska ze swoim 3-procentowym udziałem zajmowała 7. miejsce, kolejno po takich potęgach gospodarczych jak Japonia, Niemcy, Anglia, Rosja i Kanada. Konwencja Klimatyczna, wyrażająca jedynie wolę obniżenia emisji, nie budziła większych zastrzeżeń i dlatego ratyfikowała ją większość państw świata. Kontrowersje wzbudził natomiast protokół z Kioto. Zobowiązuje on państwa wysoko rozwinięte do zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych średnio o 5,2 proc. w latach 2008-2012 w stosunku do roku bazowego, którym jest rok 1990. Polsce udało się wynegocjować rok 1988 jako rok bazowy i miała ona emitować w latach 2008-2012 o 6 proc. mniej gazów cieplarnianych w porównaniu do tego roku. Protokół dopuszcza stosowanie tzw. mechanizmów elastyczności, które mają ułatwić stronom wywiązanie się z zobowiązań redukcji. Są nimi handel emisjami, wspólna realizacja przedsięwzięć oraz mechanizmy czystego rozwoju. Zgodnie z protokołem dopuszczalnym działaniem mogącym obniżyć zawartość CO2 w atmosferze może być także zwiększenie naturalnego pochłaniania gazów cieplarnianych z atmosfery, m.in. poprzez prowadzenie racjonalnej gospodarki leśnej.
Polska jako jedno z niewielu państw (stron) Aneksu 1. Konwencji Klimatycznej wypełniała w końcu lat 90. postanowienia konwencji i według wszelkich prognoz mogła wypełnić z nawiązką założenia protokołu z Kioto. Byliśmy więc w bardzo korzystnej sytuacji w porównaniu z innymi państwami rozwiniętymi. Mogliśmy sprzedawać nadwyżki redukcji emisji na rynku międzynarodowym, mogliśmy uczestniczyć we wspólnych przedsięwzięciach, importując najnowsze technologie. Mogliśmy być także aktywni w mechanizmach czystego rozwoju, eksportując polską myśl technologiczną do takich państw rozwijających się jak chociażby Chiny, Indie czy też kraje Afryki. To na polskiej wsi mieliśmy ponad 2 miliony hektarów ubogich gleb, niegwarantujących wówczas opłacalności produkcji rolnej. Według specjalistów, każdy hektar takiej gleby jest w stanie pochłonąć po zalesieniu, zarówno przez glebę, jak i drzewostan, od 10 do 14 ton CO2 na rok w ciągu 100 lat, a obecna cena jednej tony kształtuje się na poziome 25 euro.
To z tych powodów w interesie Polski leżało szybkie ratyfikowanie protokołu z Kioto i działania na forum międzynarodowym na rzecz wprowadzenia go w życie.
Pewnym zbiegiem okoliczności, jak również dzięki sprawności kilku urzędników ówczesnego Ministerstwa Ochrony Środowiska i przychylności Ministerstwa Spraw Zagranicznych, nadarzyła się unikalna dla Polski okazja. Bez poniesienia jakichkolwiek kosztów, jako polski minister, zostałem desygnowany na prezydenta 5. Konferencji Stron Konwencji Klimatycznej w Bonn, stając się tym samym głównym negocjatorem procesu wprowadzania w życie protokołu z Kioto.
Błąd "cichych doradców"
Reakcją ówczesnego premiera RP Jerzego Buzka (wywołaną głównie rozgrywkami wewnątrz koalicji AWS i UW) było odwołanie mnie z zajmowanego stanowiska na dwa tygodnie przed mającym odbyć się posiedzeniem wysokiego szczebla, a więc terminem oficjalnego objęcia funkcji prezydenta. Stworzenie stanowiska pełnomocnika rządu ds. Konwencji Klimatycznej w randze sekretarza stanu i powołanie mnie na to stanowisko zapobiegło skandalowi i pozwoliło Polsce przez rok przewodniczyć konwencji. Niestety, świadomość "ówczesnych decydentów rządowych" spowodowała, że polska delegacja na COP 5 liczyła kilka osób, a wśród akredytowanych dziennikarzy nie było nikogo z Polski. Jako prezydent konwencji, przyjmowany przez wszystkich najwyższych przedstawicieli państw świata, nie mogłem dostać się do polskiego premiera, a zgłaszane postulaty szybkiej ratyfikacji przez Polskę protokołu z Kioto pozostawały bez echa z komentarzem: "zobaczymy, co zrobi UE". Polska przewodniczyła konwencji, nie angażując się finansowo, podczas gdy jej sukcesor - Holandia (kraj niezwykle pragmatyczny), organizator COP 6, zainwestował w to przedsięwzięcie ponad 30 milionów guldenów. Kompromitacją było to, że jako zdający władzę prezydent COP 5 i jako reprezentant Polski uzyskałem jedynie pozwolenie na jednodniowy pobyt w Holandii, mimo że zgodnie z niepisanym prawem nowo wybrany prezydent, dotychczasowy - zdający urząd prezydenta, i kandydat na nowego prezydenta tworzą tzw. trójkę w celu kontynuacji działań negocjacyjnych. Jedynym zainteresowaniem ówczesnego premiera było zaproszenie mnie jako pełnomocnika rządu na posiedzenie Rady Ministrów i przydzielenie mi kilku minut na sprawozdanie ze swojej działalności. Dymisja nastąpiła kilka tygodni później, bez jakiejkolwiek prośby złożenia chociażby pisemnego sprawozdania. Ale spełniło się jedno - Polska ratyfikowała protokół z Kioto w grudniu 2002 roku. UE zrobiła to 8 miesięcy wcześniej.
Na COP 14 bez kompleksów
Pod koniec roku 2005 PiS objęło władzę i natychmiast zwróciło uwagę na Konwencję Klimatyczną jako szansę na promocję polskiej gospodarki i zrównoważony rozwój kraju. Dwa lata intensywnej pracy, głównie na polu międzynarodowym, promującej dorobek Polski w zakresie polityki klimatycznej, zostały zakończone powierzeniem Polsce organizacji 14. Konferencji Stron Konwencji Klimatycznej ONZ.
Odbędzie się ona, jak już wspomniano, w początkach grudnia 2008 roku w Poznaniu i oczy całego świata przez dwa tygodnie będą skoncentrowane na tym miejscu. Polska obejmie prezydenturę i ma szansę stać się ponownie głównym negocjatorem największej konwencji gospodarczej świata. Jest to duże wyróżnienie dla naszego kraju, potwierdzone w wystąpieniu obecnego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego w Sejmie.
Szkoda, że obecna opcja rządząca dostrzegła to dopiero teraz. Zarówno przed wyborami, jak i tuż po nich organizacja COP 14 w Polsce określana była przez PO jako marnotrawienie społecznych pieniędzy. To z tego powodu na COP 13 na Bali (Indonezja) w końcu ubiegłego roku zamiast profesjonalnie przygotowanej delegacji pojechało kilkanaście osób niebędących w stanie nie tylko kontynuować prowadzonej od dwóch lat polityki promocji polskich osiągnięć gospodarczych, ale i uczestniczyć w najważniejszych spotkaniach. Polska, będąc kandydatem do organizacji największej konwencji gospodarczej, reprezentowana była przez jedną z najmniej licznych delegacji, w skład której nie wchodził nawet jeden przedstawiciel świata mediów.
Mimo iż obecny rząd zaczyna chwalić się organizacją COP 14, to nasuwa się pytanie, czy zdaje on sobie sprawę z tego, że jej organizacja jest zarówno wielką szansą promocji dotychczasowych polskich osiągnięć na arenie międzynarodowej, jak i szansą ochrony polskich interesów gospodarczych w przyszłości. Polska może być głównym graczem w ramach tej konwencji, graczem mogącym mieć wielki wpływ na ustalenia polityki klimatycznej świata po roku 2012, a więc polityki gospodarowania CO2 po wygaśnięciu protokołu z Kioto. Czy tę szansę wykorzystamy? Mam nadzieję, że tak, chociaż dotychczasowa działalność obecnego rządu na to nie wskazuje, sugerując, podobnie jak za czasów rządów AWS - UW, raczej brak zaangażowania i kompleksy wobec Unii Europejskiej.
Obecny minister środowiska Maciej Nowicki, po wybitnie krzywdzącym, zaniżonym dla polskiego przemysłu przydziale wielkości emisji CO2 przez Komisję Europejską na lata 2008-2012, zamiast zdecydowanie kontynuować politykę poprzedniego ministra i domagać się szybkiej zmiany decyzji (Polska złożyła pozew do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w dniu 25.05.2007 r.), oświadczył w Sejmie już w styczniu br., że należy zgodzić się z decyzją KE, gdyż zmiany klimatu są tak ważne, iż trzeba im przeciwdziałać, obniżając solidarnie emisję CO2.
Rząd PiS, chcąc wykorzystać unikalną sytuację polskiego leśnictwa w Europie i na świecie i szansę, jaką stworzył protokół z Kioto dla rozwoju terenów niezurbanizowanych, przesłał do parlamentu projekt ustawy opracowanej przez ministra środowiska, włączającej pochłanianie dwutlenku węgla przez lasy do systemu handlu emisjami. Obecny rząd całkowicie wpisał się w politykę KE, wycofał się z prac nad tą ustawą, nie włączając tego problemu nawet do instrukcji wyjazdowej na COP 13 na Bali. Szkoda, bo leśnictwo postrzegane było w świecie jako domena Polski i właśnie na Bali zrównoważone leśnictwo traktowane było jako jeden z najbardziej efektywnych czynników łagodzenia zmian klimatu i ochrony bioróżnorodności. Dzięki obecnemu rządowi z pozycji lidera staliśmy się obserwatorem.
Rząd PiS przywiązywał wielką wagę do reprezentowania Polski na konferencjach stron, włączając do oficjalnej delegacji ekspertów, biznes, środki masowego przekazu. W programie pobytu organizowane były konferencje prasowe i prezentacje polskich osiągnięć. Obecny rząd poddał to zdecydowanej krytyce, czego najlepszym przykładem była COP 13 na Bali.
Według dostępnych źródeł z Ministerstwa Środowiska rola Polski w Poznaniu ma ograniczyć się do zapewnienia pomieszczeń konferencyjnych, kompleksowej obsługi uczestników, dogodnego dojazdu, okolicznościowego przyjęcia dla wszystkich uczestników oraz lunchów dla ministrów, pokrycia wszystkich kosztów związanych z uczestnictwem przedstawicieli sekretariatu itp.
Ten ostatni punkt jest ważny i można mieć nadzieję, że pokażemy światu zarówno sprawną organizację, jak i polską gościnność. Jednak cel organizacji konferencji w Polsce był zdecydowanie głębszy. W Poznaniu miano zaprezentować akceptowalną wizję dalszego rozwoju świata, gdzie ewidentne sukcesy Polski miały być widoczne. Wymaga to jednak gruntownej wiedzy i poczucia własnej wartości, a nie prezentowania kompleksów i służalczości. Musimy pamiętać, że jesteśmy jednym z państw w UE, a Konwencję Klimatyczną i protokół z Kioto ratyfikowaliśmy przed wejściem w jej struktury. Konferencja w Poznaniu to czas negocjacji w dziedzinie polityki klimatycznej (energetycznej) świata po roku 2012 na tle rozliczeń z zobowiązań wynikających z protokołu z Kioto w atmosferze poszanowania interesów gospodarczych wszystkich państw świata. Jesteśmy krajem sukcesu i o tym musimy pamiętać.
Prof. dr hab. Jan Szyszko
Autor jest posłem na Sejm RP (PiS), kierownikiem Samodzielnej Pracowni Oceny i Wyceny Zasobów Przyrodniczych SGGW i Prezesem Stowarzyszenia na rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski. Pełnił funkcję ministra ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa w rządzie Jerzego Buzka i ministra środowiska w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. Był pełnomocnikiem rządu RP ds. Konwencji Klimatycznej ONZ w latach 1999-2001 i prezydentem 5. Konferencji Stron Konwencji Klimatycznej w latach 1999-2000.
Artykuł opublikowany 28 lipca br. w Naszym Dzienniku nr 175 (3192)
|